Zdarza się…

Zdarza się, że trafiamy na różne sytuacje będąc w Niemczech w pracy jako opiekunowie ludzi starszych. Czy to w domu, na ulicy, na zakupach, czy na spacerze w trakcie pauzy, albo wolnym dniu. Musimy tak czy owak zrobić swoje, ale czy sprzęt nam się zepsuje lub sznurek do prania się urwie albo komuś coś się stanie to ruszamy w te pędy. Nie zawsze jest „opiekuńczo”, ale w przypadku wypadku człowiek leci jak zwariowany i reaguje. Najgorzej być gapiem i nawet nie zadzwonić po karetkę. Obserwując z boku, to mnie normalnie wpienia i wychodzę z siebie. Czemu ludzie są tacy zimni, to całkowicie nie rozumiem.

Coś tam…

Różnie bywa na Stelli i dobrze i czasem źle, wysłuchujemy albo jęków chorego, albo narzekań, czy zachwytu. Z podopiecznymi jest przecież czasami nie za bardzo różowo, a czasami niezbyt pięknościowo. W zależności gdzie trafimy. Ale jak mamy fajne miejsce, to wracamy bardzo chętnie i już w czasie podróży już się cieszymy, że spotkamy się z naszym seniorem, czy seniorką i jest to wtedy fajne. Ale niekiedy nie jest tak wesoło i mamy do czynienia z maruderą, która ciągle nas atakuje. Kiedy nie jest tak ładnie, mamy ochotę powiedzieć po polsku w Niemczech: skoro jesteś już ramolem, posmaruję cię Amolem i coś tam jeszcze…

Jakoś będzie…

Wyjeżdżając do pracy w Niemczech mamy nadzieję, że nasza opieka i praca będzie się opłacać, chociażby osobiście. Chcemy mieć satysfakcję z naszej pracy i z tego, że podopieczny, czy podopieczna będą w dobrym humorze codziennie, a my nie będziemy mieć wiecznego stresu idąc spać. Zawsze przed podróżą myślimy, że jakoś to będzie. Albo na miejscu dowiadujemy się, że mamy aniołka, żeby pomóc, albo diabełka wcielonego. Osobiście wolę tę pierwszą wersję, ale cóż to tak czasami nie jest. Chyba to kwestia podejścia do człowieka, albo wybór, co mamy w danym momencie zrobić. Zdanie jest zawsze jedno: jakoś to będzie…

Dzień Kobiet?

No niby mamy Dzień Kobiet, dostajemy kwiaty i odbieramy życzenia, ale i tak musimy ugotować obiad, upiec lub kupić jakieś ciasto, wstawić standardowo pranie i takie tam. Co to za opieka nad kobietami ja się pytam? Chyba to Dzień Facetów, którzy czekają na rozpieszczanie i bieganie normalne wokół nich. Szkoda, bo kiedyś inaczej traktowano to święto, ale czasy się zmieniły chyba. Jak to mówią: za komuny było więcej szacunku i kobiety miały dla siebie dzień wolny od pracy domowej. Nie było żadnego prania, tylko wolne po powrocie z pracy. Potem o czwartej kawa i kupione przez faceta ciasto, nie mówiąc oczywiście o wieczornej kolacji i nocy. Wiadomo…

Wiosna nadchodzi

No tak, nadchodzi wiosna powoli i stare nawyki. Zebrać bazie do domu, przygotować się na wiosenne porządki i na Święta Wielkanocne. Mamy na to czas, bo po Tłustym Czwartku mamy Popielec i 40 dni Wielkiego Postu. W opiece rzadko się zdarza, ale my opiekunowie przeważnie szanujemy to, czego nas nauczyli nasi rodzice, a my musimy dalej to przekazywać następnym pokoleniom. Opieka naszych rodziców i szacunek do przeszłości dają nam szansę dla naszych dzieci, albo i wnuków i powoduje to, że nitka zdarzeń ciągle się ciągnie. Warte jest zatrzymanie takich rzeczy jak zdobienie domu na Wielkanoc, Święconka, Lany Poniedziałek. Ale się na to czeka…no nie?

Dzisiaj czwartek

Mamy dzisiaj Tłusty Czwartek. Ale się najemy pączków i faworków. Jeden taki dzień w roku, kiedy napychamy się słodkościami, a potem czeka nas Wielki Post. Pamiętam jak moi rodzice opowiadali, że w ich młodości po tym dniu już się pościło i rzadko kiedy pojawiało się jakieś ciasto do herbaty niedzielnej. Ciekawa jestem, czy w Niemczech też tak kiedyś było i nie zatarły się te tradycje, bo zauważyłam, że gdzieś to zaginęło i dla nich tradycje są zatarte. Ale pamiętam, że będąc u jednej podopiecznej szanowało się w każdy piątek post i trzeba było gotować dania bezmięsne. Wspominała bowiem, że w czasie wojny było ciężko i zachowała pamięć o tym. Ciężko.

Kochaj, albo uciekaj

Można się zakochać w podopiecznym, a czemu nie? Zdarza nam się, że poznamy kogoś, kto nam przypadnie do gustu, lubi nas i nawzajem. Wtedy pomagają nam swoją wiedzą, a my pomagamy, jak tylko możemy. Jest to fajne, ale też zdarza się, że mamy totalne szaleństwo i mamy ochotę uciekać. Ja akurat nie doświadczyłam tego, ale słyszałam, że pewna zmienniczka tak po prostu spakowała się i wyszła z domu, bo podopieczna była zrzędliwa i ciągle miała jakieś anse. Zostawiła ją samą i potem rodzina musiała się nią zająć. W końcu z jednej strony było to pokazanie, jak się trzeba osobą starszą zająć, ale trochę nieludzkie tak zrobić. Nie godzi się.

Opieka i dbanie

Opiekowanie się, a tradycja to są dwie drogi. Powoli należy się przygotować na Tłusty Czwartek. Wtedy się piecze różne rzeczy, jak pączki, faworki, róże z konfiturą różaną, albo inne wypieki w zależności, jak w rodzinie się to wykonywało. Dobrze jest kiedy możemy podzielić z innymi naszymi polskimi wypiekami i możemy udowodnić, jako opiekunki naszymi recepturami. Jest to ciekawe doświadczenie. Ja też mam przepis niemiecki, prosty i czasami robię ciasto orzechowe, gdzie kiedyś się robiło i nasi podopieczni się nim zajadali jako dzieci, albo młodzi ludzie. Warto korzystać z tego i podzielić się z innymi.

Coś dla chorego

Jesteśmy na Stelli i mamy do czynienia z różnymi przypadłościami skórnymi podopiecznego. Rodzina albo ktoś z Pflegedienst nam pomagają i wyjaśniają jaki jest stan rzeczy. Jednak my też musimy wykonywać w przerwach wizyt pewne rzeczy. Dochodzi tutaj smarowanie maściami, oklepywanie pleców, żeby nie było odleżyn, albo odparzeń na ciele. Jest to kłopotliwe, bo w sumie rzadko mamy styczność z takimi rzeczami. Ale z własnego doświadczenia wiem, że są preparaty proste i najczęściej stosowane wśród chorych. Z tego, co wiem, to popularny jest Bepanthen lub Panthenol, tak na początek, by skóra się goiła. Reszta to przepisane leki od lekarza.

W szpitalu

Jeżeli nasz podopieczny ma naprawdę spore problemy ze zdrowiem, to często mamy kłopot, bo trzeba dzwonić po pogotowie i nasz chory ląduje w szpitalu. Rodzina dopiero po pracy może go odwiedzić na oddziale, by uzyskać diagnozę lekarską od lekarza prowadzącego. My tylko możemy przy nim być i wiadomo, że żadnych informacji nie uzyskamy, ponieważ nie jesteśmy rodziną. Pozostaje nam tylko czekać i siedzimy przy łóżku albo na korytarzu. Jest to trochę męczące. Nie możemy wtedy iść coś zjeść ani w ogóle wychodzić. Dlatego dzwonimy do rodziny, by nam kupili do szpitala wodę albo jakąś kanapkę. Dobrze, jak oni to życzenie spełnią…